Autor Elżbieta Krzyżaniak-Smolińska

Elżbieta Krzyżaniak-Smolińska jest specjalistką terapii jogą, medytacji, psychologii jogi i pracy z ciałem. Jest trenerem jogi w nurcie Sri Sri Joga. Specjalizuje się w zajęciach jogi dla osób chorujących na stwardnienie rozsiane, depresje. Naucza medytacji oraz pracy z oddechem. Prowadzi szkolenia dla biznesu.

Podróżniczka, rekordzistka księgi Guinnessa w 2002 roku, zdobywca Mont Blanc, przepłynęła wpław rzekami Wartą i Odrą do Morza Bałtyckiego oraz Wisłą do Morza Bałtyckiego, w sumie 1500 km.

Przewodnik duchowy, autorka książki W cudzych butach.

| PORTFOLIA| WYDARZENIA| ZGŁOŚ PORTFOLIO >
OGŁOSZENIE

PISZESZ WIERSZE? OPOWIADANIA?

Daj się poznać czytelnikom, przyślij swoje teksty do naszej Redakcji. Najlepsze prace opublikujemy.

redakcja@gdykobietytworza.pl

Kto jest online
3 odwiedzających teraz
3 gości, 0 bots, 0 członków
Map of Visitors
Statystyki od 30/04/2014
Flag Counter

Przebudzona świadomość

Rendez vous

Spotkałem ją we śnie. Wszedłem w cudze buty nie proszony. Nasze pierwsze rendez vous okazało się najpiękniejszym romansem życia. Coś wtedy we mnie drgnęło pozostać chciało znacznie dłużej.

Zostałem.

Co noc wkradałem się w jej śnione życie widząc wytarte kartki z kalendarza. Jednym słowem mówiąc miała przesrane. Niektóre historie wolne już były od chęci odwetu za wyrządzone krzywdy, niektóre uwolniła nawet od zadośćuczynienia. Moja misja polegała na zatrzymaniu ją przy życiu. Najgorsze dopiero miało się wydarzyć. I choć wiedziałem, że to szansa na jej przebudzenie wiedziałem, że nie będzie łatwo.

Nie mogłem tak po prostu ot TAK! jej zostawić, musiałem zostać i pomóc tej zagubionej Duszy.
Kiedy tak śniła czułem ją coraz bardziej i coraz mocniej chciałem pomóc.
Co zrobić? Kiedy ona nawet nie wie, że się z nią przyjaźnię i ją kocham.

Zacząłem więc do niej mówić … mijały miesiące.

Pewnego dnia musiało się wydarzyć coś strasznego, albo coś sprośnego, bo moja Ela nie zasnęła przez całą noc. Tylko jakaś malutka cząstka jej Duszy, ta najsilniejsza uciekała chcąc usłyszeć muzykę niebiańskich sfer. To z tą cząstką się spotkałem i to właśnie ona mnie usłyszała.

Odtąd każdej nocy spotkałyśmy się w wielkiej tajemnicy rozmawiając o naszej bohaterce Elżbiecie. To właśnie tamtej nieprzespanej nocy, ktoś za dnia złamał jej serce, ktoś molestował jej 11 letnią córkę.

Może, gdyby się tak nie stało cząstka Duszy Eli nigdy nie usłyszałaby mojego wołania? Tego nie wie nikt.

Elka przebudziła się ze snu pt. Matrix

Teraz ja i cała jej Dusza rozmawiamy codziennie. Cała Dusza? Tak calusieńka.

Pomogłem jej dostrzec w cierpieniu wybawienie.

Za dnia, wieczorem i w nocy sięga ze skarbnicy źródła. Całą swoją uwagę kieruje do wnętrza szukając TEGO głosu.
Wszystkie swoje słabości, niezgody i te nieporozumienia i żal i gniew i życiowe troski w przygodę zmienia.
Jej wiara budzi siłę, prawdę i zapomnienie.
Wiara czyni CUDA? hmmm, raczej wskazuje drogę. Cel kieruje życiodajną energię ku spełnieniu.
Ludzie wierzący, że cokolwiek się dzieje; dzieje się dla ich najwyższego dobra, są wolni i szczęśliwi, są zrelaksowani.
Nie tracą energii na bez sensowne rozpamiętywanie przeszłości, która już dawno była i zapewne nie wróci w takiej samej postaci. No chyba, że będziesz w kółko o tym myśleć to owszem, jeszcze raz będziesz musiał odegrać rolę jaką sobie sam dyktujesz w głowie. Brak umiejętności wybaczenia będzie kotwicą. Nie ruszysz z miejsca.
Później podniesiesz głowę do nieba i zapytasz dlaczego? Dlaczego znowu mnie się to przytrafia?

Przebudzenie świadomości to Tu i Teraz wolne od trosk o przyszłość.

Co to znaczy? Elkowe TU I TERAZ

Kiedy o 6.32 budzi się co rano z wdzięcznością w sercu, wychodzi na ganek, by przywitać słońce. Dziękuje mu za życie i za energię. Zostaje przez moment z zamkniętym powiekami w kąpieli słonecznej. Później dziękuje wodzie, z której jest stworzona, aż w 70%.

Dotyka ustami brzegu szklanki wdychając zapach życiodajnej wody. Zamacza usta, robi pierwszy łyk. Jeszcze tylko łyżeczka siemienia lnianego i szczypta ostropestu. Myje tylko buzie i zęby, ubiera strój do biegania, nastawia muzykę, zakłada słuchawki i biegnie. Biegnie, a za nią jej ukochany pies Barman. Drzewa radośnie machają listkami na powitanie, trawa kłania się nisko. Słońce zachłannie przedziera się przez korony drzew, by znów rozpieszczać ją swym blaskiem. Siedzę w jej Duszy i czuję jak każde spotkanie z przyrodą rozświetla jej serce. Widzę jak jej aura jaśnieje zgodnie z rytmem pulsu Elżbiety. Jej ciało intuicyjnie czeka na moment rozgrzania, szuka najlepszego kroku, szuka właściwego oddechu. Biegnie, oj szkoda, że jej biodra proszą o solidne buty, bo najchętniej oddałaby swe bose stopy matce ziemi.

Zaglądam do Elki umysłu, a tam błogostan wznosi się na fali uniesienia.

Elka płynie nie biegnie, a jej świat łagodnie się zmienia. Jej ciało już po kilku minutach przechodzi na spalanie, tak to sobie zaprojektowała, tak też czuje i tak też się dzieje. Barman spogląda od czasu do czasu z miłością w oczach na swą ukochaną panią. Ona zaciska powieki mówiąc: – kocham Cię psinko i dodaje – Barmanik? wiesz, że pańcia Cię bardzo kocha? Wiesz, wiesz … I tak biegną dwie Dusze w jedno scalone, a świat z wyraźnie nadanym kształtem potęguje zachwyt.

Kolejna szklanka wody, tym razem wypita łapczywie. Ech uczucie łapczywości ma w sobie tyle erotyzmu. Letni prysznic i piling z brązowego cukru, cynamonu i oliwy z oliwek. Na koniec lodowata woda stawia nie tylko jej skórę do pionu. Będzie miała 44 lata, dba o siebie. Dobrze wygląda.

Śniadanko przyrządzone z mantrą na ustach i uśmiechem w sercu.

Teraz, kiedy siedzi na ogródku słońce muska jej pąsowe od biegu policzki.

Z wdzięcznością za posiłek zagląda na Facebooka. Tam podziękowania za wspaniałą dedykacje, podziękowania dotykające Duszy za jej debiut W cudzych butach, kolejne za wyprostowanie życia, za wskazanie drogi, za obudzenie siły, za odwagę. Tak się cieszę, że wybrałem ją – Elżbietę. Każda chwila w jej życiu świadoma.
Każda dotknięta wdzięcznością i zawierzeniem, aż ja zaczynam być wdzięczny i wierzę, że z nią świat zmienię. I już się pogubiłem, czy to wewnętrzne przekonanie Elki, czy moje wołanie. Tak się z nią połączyłem i takie właśnie mam wewnętrzne przekonanie.

W drodze

Licznik wybija 100 km/h, nie śpieszy się. Płynie autostradą życia, uwielbia prowadzić auto. Mija nas karateka, nie raz już to słyszałem. Elka zawsze wtedy błogosławi osobie, która jest w środku, bądź tej, do której na ratunek pruje ambulans.

Mijając pieszych, kierowców, wysyła im z poziomu serca miłość.

Jest kobietą pełną gębą. Czasami ubiera się w te swoje jogowskie fatałaszki, a czasami stroi się jak lady dla samej siebie. Dziś miała nastrój żeby zostać damą. I choć ten strój tylko na chwilę cieszy się całą sobą, że tak świetnie wygląda. Ileż sposobów jest na to, by poczuć się dobrze ze sobą. Gdyby tak każda kobieta wtedy, kiedy coś jej dolega poświęciła czas sobie, zrobiła coś dla siebie. Gdyby tak właśnie wtedy, kiedy jest jej źle wystroiła się, poszła do fryzjera, zrobiła sobie wspaniałą kąpiel, zjadłaby zdrowy i smaczny posiłek, pomedytowała. Gdyby … Wtedy poczułaby jak ważne jest właśnie w takich chwilach poświęcić czas sobie.

Czyż nie jest tak, że jak nasz przyjaciel ma kiepski dzień my oddajemy mu z radością swą osobę? Dlaczego nie miałoby działać to dla nas samych?

Dawno zrozumiała, że każdy człowiek na świecie wie co to ból, zmartwienie, lęk, niepokój, cierpienie.

Pytanie brzmi:

Jaka jest Twoja ziemska natura? Pełna szczęścia, wdzięczności, empatii i tworzenia, czy pełna złości, niepokoju, goryczy? Czego jest w przewadze radości, czy rozpaczy?

Kiedy tak patrzę na ludzi oczami mojej bohaterki, okazuje się, że w zależności od tego czego jest więcej w mentalności danego człowieka do tego on zawsze wraca. Patrząc na Elkę jej nieskończone pokłady energii, jej dziecięcą, niewinną radość, jej chęć dawania, jej oddanie dla drugiego człowieka nadziwić się nie mogę, że to zawsze działa. Nawet jak ma chwilę zwątpienia, odczuje troskę, lekko zakuje ją serce wraca do swej ziemskiej natury pełnej szczęśliwości, pełnej siły tworzenia.

Widzę też oczami jej Duszy ludzi, których spotyka na swej drodze i znów nadziwić się nie mogę … Jeden naszpikowany stresem, lękiem i zwątpieniem, tak bardzo boi się opinii innych ludzi, tak bardzo się stara zatracając w tych umizgach prawdziwą naturę. Nawet, gdy go coś ucieszy, gdy popłynie, gdy los sprzyja; wraca po chwili do tego co zawładnęło nim od tak dawna.

Inna kobieta pełna kompleksów. Życie jej ucieka między palcami. Nie pójdzie potańczyć, za znajomymi nie przepada, restauracja? tam są same snoby i tak z braku akceptacji rezygnuje z uciech w życiu, które mogłyby wnieść tyle szczęścia. Nawet, gdy słyszy komplementy jej podszept sabotuje tę chwile poddając zasłyszane słowa w zwątpienie. I tak zamiast radości każdą chwilę wypełnia goryczą.

Kompletnie nie rozumiem tych ludzkich ucieczek, rezygnacji z marzeń, braku pragnienia poszukania sensu, zabiegów, wysiłków, wpadania w labirynt Dnia świra i dobrowolnego oddania się w szpony Szweckiego grzechu.

Mimo to Elżbieta wierzy we wszystkich, jej wiara przesłana kablem telegraficznym dociera do sedna istnienia rozmówcy i … rozpuszcza.
Tak działa wiara człowieka w człowieka. Cichym mordercą jest ten, kto zabija entuzjazm drugiego! Dlaczego? Wysyłając swoją energię zwątpienia, słownie puszcza z dymem entuzjazm bliźniego. I tak z dziecka stajesz się dorosłym kaleką.

Kiedy tylko złożysz wiarę w samego siebie na grobowcu krytyka, który już dawno pochował swoje nadzieje, kiedy uwierzysz w nie swoje słowa, nie swoje przekonania i nie swoje odczucia; grzęzawisko recenzentów odbierze Ci to co masz w sobie najcenniejszego. Walcz o siebie bez broni. Niech miłość będzie twym orędziem. Cokolwiek czujesz, myślisz, mówisz, czy czynisz zrób to z poziomu miłości do siebie i świata. To prosta i najskuteczniejsza droga do wolności, prawdy…to droga szczęścia.

Jesteśmy na miejscu jest godz. 10.00 rano.

Witają ją anielskie buźki bliźniaków- roczne chłopaki klientów. Znów czuję w jej sercu to przyjemne ożywienie. Kocha te dzieciaki.
Pamiętam, kiedy szczególnie czułam przemianę jej serca. To był moment, kiedy dowiedziała się, że klientka nie musi mieć już zabiegu na przepuklinę, bo lekarz powiedział, że ćwiczenia jej pomogły. Albo jeszcze wtedy, gdy puszczały im przykurcze, nerwobóle, bezsenność. A radość jaka ją wypełniła na widok podopiecznego w bardzo trudnej Mayurasanie

Bezcenne chwile patrzeć na to z boku, a co dopiero przeżywać. Uwielbia te zajęcia. Minął rok jak dzień w dzień jeździ do tej cudownej pary, do tej cudownej rodziny i patrzy jak zmienia się ich ciało, jak stają się bardziej radośni, jak się prostują, jak rosną ich dzieci.

Bezcenne.

Miałem już wiele swoich podopiecznych i z całą pewnością mogę wyznać, że ktokolwiek z nich poukładał sobie przeszłość łącząc ją z wybaczeniem, ktokolwiek nastawił swe radary na miłość i bezinteresowną pomoc ten żył pełnią w każdej sekundzie swojego życia. Wraca do domu pełna miłej wibracji. Oddzwania na nieznany numer.

- Witam, dzwoniła Pani do mnie, nie mogłam rozmawiać.

- Tak witaj Elu, to ja Joanna umawiałyśmy się na Fecebook-u na rozmowę telefoniczną.

- A witaj Asiu…

Elka dostaje mnóstwo telefonów od osób, które przeczytały W cudzych butach. Dzwonią ze swoimi problemami i nadzieją, że ktoś będzie umiał im podać rękę, wyciągając ich z bagna w jakim utknęli. Ona z poziomu serca kieruje ich na drogę miłości. CUDA zdarzają się w każdej chwili … jak ona to robi?

Poukładała już tyle ludzkich historii. Jej puzzle rozsypane wiele lat temu zebrała do kupy i z niebywałą zręcznością potrafi to też zrobić w cudzych butach.

Wchodzi boso w ich przygody, bolączki, tragedie, a zapętlone supły na linie życia rozwiązuje niczym iluzjonistka. Niektóre historie przypominają swą zawiłością choinkowe lampki niedbale schowane na strych. Wszystko jednak zależy od tego, czy dzwoniąca osoba chce naprawdę zmian.

Były zdrady, były porzucenia, była też jednostronna miłość. Rozmawiała ze zdradzonymi i zdradzającymi.

Okazuje się, że to co najlepsze dla drugiego człowieka jest schowane w jego sercu. Jakim cudem ona potrafi tam zajrzeć i swobodnie ubrać w słowa rozwiązanie?
To magia 100% zaangażowania, słuchania, oddania. To cud wiary i braku zwątpienia. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Wiele okoliczności zostało stworzonych przez człowieka. Uwarunkowania to prosta łamigłówka. Wystarczy przejrzeć się w lustrzanym odbiciu potrzebującego, a słowa cisną się same na usta.

c.d.n.

Przebudzona świadomość – POPOŁUDNIE – Medytacja

Jak Amen w pacierzu, jak kropka nad ‚i’ tak medytacja jest dla niej nieskończenie ważnym elementem dnia. Jako Anioł Stróż przyglądający się bacznie Elżbiecie wiem co mówię. To czas połączenia, to czas jedności w tęsknocie za nią. To chwila przebudzenia.

Nie zawsze było tak pięknie. Zanim medytacja zajęła najważniejsze miejsce w życiu mojej podopiecznej, wiele z przeróżnych wrażeń uwalniało się w trakcie medytacji. Rozumiem ludzi, którzy mogą się jej wystraszyć. Najczęściej w ich mniemaniu w trakcie doświadczania medytacji powinno być przyjemnie, a jednak?

Zanim siatka wrażeń oczyści się z tych nieprzyjemnych doznań musi upłynąć troszkę czasu. To wszystko co miłe i niemiłe zapisane jest w ludzkich umysłach jak na szkolnej tablicy. Szkolnej? Tak! Ziemia jest miejscem edukacji, rozwoju, a wszystko poza nią jest ludzką naturą.

Elka zrozumiała, że niczego stąd ze sobą nie zabierze po śmierci. Dom będzie stał i bez niej. Samochód komuś innemu posłuży. Podróże, mąż, dzieci, przyjaciele, pasje, kariera, książki, które pisze; wszystko to zostanie. Co zabierze? Duszę, która jest od zawsze i zawsze będzie. Tylko to co w niej zapisze weźmie na pamiątkę stąpania po ziemi.

Poczuła też medytując czasami nawet 3 razy dziennie, że tę tablice całkiem łatwo zetrzeć choć miała słabość do zatrzymywania strzępów przyjemnych wspomnień, mimo, że nie było tego za wiele. Minął jakiś czas, a wraz z nim przybyło więcej zrozumienia. Podszepnąłem jej, że jak puści to do czego się tak przykleiła: wakacje z babcią, trzymany rąbek spódnicy mamy, pochwała pani z matematyki, pierwsza miłość, narodziny córek, awans…; wtedy zrobi miejsce na NOWE. NOWE nieznane.

Tak też będąc coraz bardziej sobą w pełnym tego słowa znaczeniu puszczała miłe i niemiłe historie robiąc miejsce przeznaczeniu. Czysta kartka, gotowość, coraz większa świadomość, otwartość i to jej takie słodkie Hej przygodo, cokolwiek jest pisane. To niesamowite zawierzenie jakie pojawiło się jako skutek pożądany po niezliczonych medytacjach sprawiło, że dzieli się teraz z miłością uniwersalną wiedzą do jakiej ma dostęp.

Czasami siada, czasami się kładzie w wygodnej pozycji na plecach.

Nie chce wbrew zaleceniom niczego automatyzować. Lubi słuchać tego czego ona tak na prawdę chce czerpiąc z tego niesamowicie dużo pozytywnej energii. Zamyka oczy, kilka oddechów ujjayi i CISZA.

TAK TERAZ JEST JUŻ TYLKO BŁOGA NIE DO OPISANIA BEZPIECZNA CISZA.

Można to porównać do łona matki, gdzie było tak bezpiecznie i wszystko było na wyciągniecie pępowiny, ale i to będzie kłamstwem. Można by rzec, że to spokojny sen bez snu, choć i to będzie przekłamaniem. Nie da się tego wyrazić słowami jedyne co można zrobić to doświadczyć samemu medytacji.

Wstaje zregenerowana, wypoczęta i pełna energii. To zaledwie 20 min z 24 h, a ona ma tyle sił co o poranku. Czuje się taka łagodna sama dla siebie i łaskawsza dla osób, które ją otaczają. Wszyscy doskonale wiedzą, że z bliskimi nie tak łatwo utrzymać nieustannie sielankowe relacje.

Co zrobić, gdy mąż warczy od samego rana? Hmmm ona kieruje uwagę na siebie z radością i spokojnym umysłem idzie biegać. Co zrobić jak szef w pracy ma te same fanaberie? Zawsze można zapytać: Co się stało i czy można w czymś pomóc? Przecież szef to też ‚tylko, aż’ człowiek.

W każdej sytuacji można zachować pogodę ducha i wewnętrzny spokój. Dlaczego?

Taka jest prawdziwa natura KAŻDEGO człowieka, dlatego na tyle sposobów wszyscy na tym świecie tego szukają.
Alkohol, narkotyki, seksoholizm, lenistwo, pracoholizm … i cała reszta nieudolnych poszukiwań są rozpaczliwym KRZYKIEM w ściganiu siebie. Siebie prawdziwego. Chodzi tylko przecież o ten ŚWIĘTY SPOKÓJ.

Twoje ciało jest tym co jesz.

JAK TU NIE ZWARIOWAĆ? Komu wierzyć? Z których prawd korzystać.

Jedni obstają za odżywianiem wg grupy krwi, inni nawołują do diety Dukana, a może dieta kopenhaska? Jak się ma do tego wiedza na temat odżywiania pochodząca z ayurwedy?

Miałem tu troszkę pracy z moją protegowaną. Dziesięć lat była wegetarianką, później wróciła do mięsa, ale jej sumienie (miłość do zwierząt) nie pozwoliła za długo uzupełniać w taki sposób diety w białko.

Wszystko się uprościło jak moja wychowanka złapała równowagę wewnętrzną i zewnętrzną. Logiczne jest to, że organizm w takim momencie sam wyregulował zapotrzebowanie na produkty dostępne na rynku. Jej oczy same jedzą to na co Dusza ma ochotę. Okazuje się, że dzięki temu nie dokłada się do sprzedaży kurczaków, krów, świnek, zajęcy, dzików, sarenek.

Nie ma popytu nie ma sprzedaży. Oj ile dałaby za to, żeby i w tej kwestii zrobić COŚ wielkiego!

Ech ludzie …? ludzie kochani … zróbmy coś – czasami słyszę jej wołanie.

- COŚ – ‚C’ jak centrum; ‚O’ jak otwartych; ‚Ś’ jak świrów.

No właśnie wszyscy na Twój widok będą się pukać po czole pokazując, że coś z tobą nie tak, bo chcesz nagle zrobić coś dobrego dla siebie i świata. Masz siły, by im je oddawać przejmując się ich opinią, czy może wolisz zadbać o swój poziom energii – przemawia na szkoleniu dla firm.

Innym razem:

- Och ludzie…ludzie kochani. Proszę; niech każdy z nas nieustannie pragnie teraz pokoju na tym świecie. Każdy bez względu na wiarę, kulturę, kolor skóry, orientację seksualną. Każdy! Czy myślicie, że to jest możliwe?

W chwili, kiedy zaczniemy jednać się w pokoju cały wszechświat dostanie tak potężny impuls, że zmieni się częstotliwość drgań elektrycznych i magnetycznych, którymi emanujemy MY i ziemia. Tak wierzę w to, bo tam gdzie Twoja uwaga tam życie, tam gdzie patrzy obserwator to zasila energią tworząc nową rzeczywistość. Niesamowite? Tak.

Udowodnione? OCZYWIŚCIE! – na takie słowa odważyła się tylko kilka razy w gronie jogowych weteranów.

Radio Chilli Zet w tle kasza gryczana już ugotowana, jeszcze tylko własnej roboty pesto z oliwek i suszonych pomidorów, szczypta bazylii, chili cayenne i obiadek gotowy. Mmmmniam taka pycha. Pobiegłem nawet kiedyś do samego Pana Boga z tą cudowną nowiną. Moja wybranka po raz pierwszy zaczęła być na 100% w chwili obecnej właśnie w trakcie obiadu. Odtąd jak je, to je, jak spaceruje to nie myśli lecz świadomie stawia kroki podziwiając widoki nad horyzontem, jak rozmawia to w pełni oddaje się rozmowie. Każda ziemska czynność sięga zenitu.

Joga na trawie

17.40 już się schodzą jogini. Centrum Szczęśliwego Człowieka założone przez Elżbietę w 2003 roku w Poznaniu godnie reprezentuje jogę na trawie w ramach współpracy z najpiękniejszą galerią na świecie Stary Browar.

Dziś pogoda dopisała. Mamy już na matach 75 oczekujących na sesję uczestników. Co za fantastyczna okazja, by znów przemycić miedzy słowami, między asanami, miedzy oddechem choć trochę uniwersalnych prawd.

Uwielbia to robić, kocha prowadzić tak zajęcia, by każdy usłyszał to, co może go choć na moment przebudzić, zatrzymać, zastanowić:

  • Gdzie jest teraz twój umysł? Co Cię tak nurtuje, że wciąż tam uciekasz myślami? pyta często w trakcie sesji.
  • Co w tobie odczuwa niechęć do tego rodzaju wysiłku? zaskakuje pytaniem dygoczących z wysiłku adeptów.
  • Czy dajesz sobie prawo by teraz w relaksie nic nie robić?
  • Czy potrafisz zostawić wszystkie problemy dnia codziennego, frustracje, niepowodzenia, planowanie na ten krótki moment?
  • Co się stanie jak odpuścisz i pozwolisz sam(a) sobie wypocząć? Przecież to tylko 15 min z twojego bezcennego życia.

Po sesji zbiera oklaski. Przyjmuje je z pokorą i wdzięcznością do Stwórcy za to, że dane jest jej robić to co kocha, a co za tym idzie pomaga innym przejść przez życie z łagodnością. Część joginów śpiesznie się rozchodzi są też tacy, którzy ustawiają się w kolejce po audiencje u Elki. Każdy ma swoją historię, którą chce podzielić się intuicyjnie z prowadzącą zajęcia.
Wymienia się numerami telefonów jeżeli zaistnieje taka potrzeba i problem spowiednika tego wymaga. Już się cieszy na kolejny spacer w cudzych butach.

Prywatność – WIECZÓR

Ma to wielkie szczęście, że jest kochaną i kochającą mężatką. No tak wy o tym nie wiecie, bo gdy pisała W cudzych butach ten pomysł się jeszcze nie zrodził.
Za chwilkę będzie ich pierwsza rocznica. Znają się prawie 5 lat. To piękny, świadomy związek. Pawcio znany z książki całkowicie zrewolucjonizował swoje życie. Praca w stolarce kosztowała go zbyt wiele nerwów i zbyt wiele zabierała bezcennego czasu, który mógł spędzić ze swoją ukochaną. Teraz jest jej managerem. Muszę przyznać choć nie każdy wierzy w me anielskie istnienie, że dzięki temu stał się prawdziwym mężczyzną. Nowa rola w jaką się wcielił leży na nim jak dobrze skrojony garnitur.

Elka jest z niego dumna. To co ją zaskoczyło najbardziej to to co wymyślił pod jej nieobecność. Wyjechała do Berlina do swojej córki. Jej ukochany nie próżnował w tym czasie. Stworzył tablicę dyscypliny. To dopiero CUDo. Jest tam wszystko. Od mycia zębów, przez zrobienie prania, wyciągnięcia naczyń ze zmywarki, wyniesienie śmieci, po trening, medytacje, spacer z psem, picie wody, zdrowe odżywianie … wszystko!!!

Oboje wieczorami uwielbiają rozmowy, czasami siedzą w ciszy słuchając mądrych wykładów na tematy fizyki kwantowej, neuroplastyki, medytacji, technik relaksacyjnych.

Uwielbiają też korzystać z dobrodziejstw jakie wokół siebie stworzył ich przyjaciel Łukasz. Łuki jest audiofilem na potęgę. Zbudował w domu takie studio, że jak to mawia Elka można stać się w jednej chwili usłyszanym dźwiękiem.

Słuchają leżąc w siavasanie (pozycja trupa z jogi) koncertu gongów i mis tybetańskich. Słuchają znanych i ulubionych nagrań, by tak na prawdę usłyszeć prawdziwe brzmienie utworu, by usłyszeć tempr głosu wykonawcy. Kochają też muzykę relaksacyjną z nutą Chórów Gregoriańskich i szczyptą wibracji solfeżowych (zestaw częstotliwości znanych już w starożytności jako Święte). W takim miejscu każda muzyka brzmi jak anielski chór. W takich chwilach można by rzec chwilo trwaj.

Wracają późnym wieczorem spacerkiem trzymając się za dłonie. Słowa nie są potrzebne ich Dusze rozmawiają na ważniejsze tematy, umysł tylko papla.

Wspólna kąpiel w bąbelkowym szaleństwie, lampka wytrawnego wina i cisza. Ta cisza, która leczy, ten stan który podnosi, moment który jednoczy na niewidzialnych poziomach.

Jeszcze wspólne praktyki oddechowe, jeszcze tylko bezszelestne odłożenie głowy na poduszkę, by choć przez moment zanim przyjdzie sen spojrzeć sobie dłużej w oczy; zajrzeć w Duszę:

Dobranoc kochanie
Dobranoc mój aniele, śpij dobrze.

Jeżeli lubisz tę opowieść, prosimy POLEĆ ją znajomym na Facebooku lub kliknij przycisk Google+. Może komuś te treści w czymś pomogą. Będziemy wdzięczni za polecenie naszego magazynu. Z góry za wszystko serdecznie DZIĘKUJEMY i zapraszamy do polubienia naszej strony na Facebbooku!

Related posts

Leave your comment

Your Name: (required)

E-Mail: (required)

Website: (not required)

Authorization code from image: (required)


Message: (required)

Send comment