Autor Danuta Stawarz

Historyk sztuki z wykształcenia, fotograf z pasją, nauczycielka z doświadczeniem, podróżniczka z ciekawości i bloggerka z wyboru.

| PORTFOLIA| WYDARZENIA| ZGŁOŚ PORTFOLIO >
SZUKAJ ARTYKUŁÓW WEDŁUG KATEGORII
Znajdujesz się na: Strona główna»Styl Życia»Podróże»Boliwia oczami Danuty Stawarz - część 2
Boliwia oczami Danuty Stawarz - część 2 | Foto: Danuta Stawarz

Boliwia oczami Danuty Stawarz - część 2

Kontynuując opis wrażeń z życia w Boliwii i tego, z czego tej kraj może być dumny, zapoczątkowany artykułem Boliwia oczami Danuty Stawarz – część 1, publikujemy dzisiaj drugą część relacji autorki wspomnianego artykułu.

RĘKODZIEŁO TRADYCYJNE – pięknie, kolorowe, niepowtarzalne i w doskonałych cenach – w porównaniu z tandetą z Chin. Wspominałam już, że przechodząc obok sklepów z pamiątkami, za każdym razem wzdycham na widok tych pięknych, ręcznie wyrabianych przedmiotów z naturalnych surowców – drewno, nasiona, kryształy – oraz przepięknie kolorowych tkanin – narzut, dywaników, torebek, swetrów itp.. Gdybym tylko miała pieniądze do wydania ot tak, to bym to wszystko kupiła! Nie wspomnę już o cudach, które widziałam na prowincji! Cóż, wszystkiego mieć nie można, ale zawsze przywożę kilka drobiazgów z podróży.

NARODOWE TAŃCE I ZWYCZAJE – nigdzie nie celebruje się ich bardziej niż w Boliwii. Tańczących młodych ludzi można zobaczyć w parkach większych miast na co dzień, a od święta odbywają się w Boliwii wielkie parady taneczne, gromadzące tysiące ludzi. Z niezwykłą starannością odwzorowuje się piękne kolorowe stroje i maski, inne dla każdego regionu i tańca, które są ozdobą widowiska, ale również pokazem boliwijskiej dbałości o kulturę i sztukę oraz patriotyzm.

boliwia_oczami_danuty_stawarz_1

HISTORIA – właściwie trochę podobna do historii Polski. Jako część państwa Inków, Boliwia przeszła kolonizację europejska, wojny pomiędzy silniejszymi sąsiadami i walkę o niepodległość. W międzyczasie straciła dostęp do morza, które stara się teraz odzyskać na drodze pokojowej. Jest takim ‘Kopciuszkiem’ Ameryki Południowej, ale być może nadejdzie kiedyś czas, kiedy ten dumny ze swoich korzeni naród przemieni się w ‘królewnę’?

Na pewno warto odwiedzić miejsca tak ważne dla historii Boliwii, jak Sucre – pięknie utrzymane miasteczko zbudowane przez (dla) bogatych konkwistadorów, czy Potosi – niegdyś najbogatsze miasto na świecie! Miłośników wielkich cywilizacji zachwycają natomiast ruiny miast Inków, rozproszone po różnych zakątkach Boliwii (Titicaca, Samaipata). A dla miłośników ‘comendante’ Che Guevara, czeka ‘Ruta del Che’ (Droga Che), na której zakończył on swoją ziemską wędrówkę. Nie należy także zapominać o amatorach archeologii, którzy na pewno poczują się jak w raju, wędrując wśród ‘dinozaurów‘ w Sucre czy stąpając po śladach tych ogromnych gadów w Torotoro.

KOKA – nie, nie narkotyk ani ‘Coca-Cola’, która tutaj pita jest przy każdej okazji, ale herbatka z liści koki! Podobno działa na wszystko: chorobę wysokościową, chorobę lokomocyjną, zmęczenie, problemy z trawieniem. A żucie liści pomaga oszukać głód – często widzi się ludzi, szczególnie ciężko pracujących budowlańców, z wypchanymi policzkami, w których ’chomikują’ oni przeżutą kokę. Czyli, coś w tym jest. Ja jednak ograniczam się do picia herbatki, która smakuje bardzo dobrze i z powodzeniem zastępuje moją ulubioną miętową, czy ‘zieloną’:)

Popularny jest tu również anis, który popija się w postaci herbatki na lepsze trawienie. Pycha!

CZYSTE POWIETRZE – tutaj pewnie przesadzam, szczególnie z perspektywy mieszkańca metropolii Santa Cruz, gdzie czasem wstrzymuję oddech spacerując przy ruchliwej ulicy, ale w porównaniu z innymi, bardziej rozwiniętymi gospodarczo krajami, czystość powietrza w Boliwii wypada nieźle. Dlaczego? – pewnie dlatego, że nie ma tutaj dużo przemysłu i większość produktów sprowadza się z Chile, Brazylii, Peru i oczywiście z Chin. Ma to swoje minusy – rzeczy są tutaj naprawdę drogie, ale i plusy – nie zatruwa się środowiska naturalnego ‘śmiercionośnymi’ odpadkami.

W trochę gorszej kondycji jest woda, ale z pewnością pływa w niej mniej chemikaliów i śmieci, niż w naszej rodzimej Wiśle. Zdatnej wody do picia tutaj jest jak na lekarstwo, ale mam nadzieję, że i to zmieni się w przyszłości, wraz z powstaniem oczyszczalni ścieków oraz polepszeniem edukacji ekologicznej mieszkańców, którzy wciąż niestety ‘używają’ rzek do prania, mycia samochodów, ‘przechowywania’ odpadków itp.

Boliwia rozwija się – należy mieć tylko nadzieję, że w dobrym kierunku.

CZEKOLADAniech schowa się ‘Cadbury’ z UK, bo oto nadchodzi ‘Para Ti’ z Sucre! Pyszna, naturalna (bez ekstra cukru), tania i w … ładnej oprawie:) Czego więcej chcieć? Może tylko czekolady ‘El Ciebo’, która jednak jest o wiele droższa.

WINO – jak można by nie lubić dobrego wina za niecałe 2€?! Pewnie zastanawiacie się, jakie to wino? Ano, boliwijskie ‘Aranjuez‘ z południowego rejonu Tarija. Marzy nam się wycieczka w regiony Boliwijskiej Toskanii oraz prawdziwy kurs wina. Oczywiście, winnica produkuje droższe gatunki win, ale nam smakuje ten najtańszy, ponieważ czerwone wino nie jest ani za słabe ani za mocne, ani za słodkie, ani za wytrawne. Lampeczka do kolacji jest dobra na serce, jak mówią – poza tym, pomaga odprężyć się po stresującym dniu w pracy.

PIWO HUARI – to perfekcyjne orzeźwienie w upalne weekendowe dni. Przy nim ‘Heineken’ przegrywa na starcie. Boliwia produkuje także inne piwa (Pacena, Taquina), ale to najbardziej przypadło nam do gustu. Koszt butelki litrowej to niecałe 1.50 €.

LUDZIE – ostatnio dowiedzieliśmy się z CNN, że Boliwia znalazła się w gronie najbardziej nieprzyjaznych krajów świata. Nie może się to jednak odnosić do ludzi, bowiem moje odczucia są jak najbardziej pozytywne! Co prawda w kraju panuje bieda, co zapewne sprzyja kradzieżom i rozbojom, ale na pewno nie jest tego więcej, niż w bogatych krajach europejskich. Co zaś do zwykłych ludzi, są oni bardzo przyjaźnie nastawieni do INNYCH.

Zaryzykuje nawet stwierdzenie, że Boliwijczycy są najbardziej tolerancyjnym narodem, jaki znam. Moja tezę niech poprze choćby fakt, że pełna nazwa państwa, to : ‘Wielonarodowe Państwo Boliwii’ (Estado Pluronacional de Bolivia).

10–milionowa populacja Boliwii jest multietniczna, a stanowią ją:

  • Indianie (Keczua, Ajmara),
  • Metysi,
  • Europejczycy (zwłaszcza Niemcy)
  • i Guarani (ludność pochodzenia afrykańskiego, sprowadzona przez konkwistadorów, jako tania niewolnicza siła robocza).

Na ulicach widzi się więc Indianki w tradycyjnych ‘pollerach’ jak i ‘nowoczesne’ kobiety w ubraniach od Gucciego (tutaj tylko dodam, że stroje tradycyjne są czasem droższe od tych ‘zwykłych’, a jedna dobrej jakości ‘pollera’ kosztuje setki dolarów), a skąpo odziane dziewczyny spacerują obok zapiętych pod szyję Mormonek.

Osoby homoseksualne także nie ukrywają się za zasłoną ‘normalności’, a i widok osób transseksualnych nie należy do rzadkości. Dodam do tego, że widuje się starszych mężczyzn spacerujących z odsłoniętymi brzuchami – cóż, jak jest gorąco to i ja mam ochotę podwinąć koszulkę – i kobiety z plastrami na nosie. Czasem wydaje mi się, że każda kobieta w Santa Cruz przechodzi choć jedna operację plastyczną w życiu.

Nikt nie odwraca wzroku, ale również się nie gapi. Nikt nikogo nie wyśmiewa (chyba ze w skrytości serca) i nie wygłasza szykanujących ‘kazań’. Czasem tylko można usłyszeć gwizdy i mlaskanie, ale to jest raczej przejawem braku kultury lub uznania dla piękna płci przeciwnej, jak kto woli.

Wszyscy żyją obok siebie w spokoju. I tak być powinno! Oczywiście, nie mogę powiedzieć, że taka sama sielska sytuacja panuje w całej Boliwii, ale przynajmniej w Santa Cruz i Cochabambie, gdzie spędziłam po kilka miesięcy.

Mieliśmy szczęście poznać grupkę studentów w Cochabambie, którzy stali się moimi ‘przewodnikami’ i ‘nauczycielami’ nowej kultury – w przenośni jak i rzeczywistości. Dziś jesteśmy bardzo dobrymi znajomymi, choć okoliczności nas rozdzieliły o około 10 godzin jazdy autobusem.

Poza tym, jedni ludzie są bardziej otwarci, przyjacielscy, komunikatywni – inni bardziej zamknięci w sobie i podchodzący z rezerwa, a jeszcze inni zupełnie ‘bezwstydni’, niegrzeczni. Znajdą się również krętacze i bandyci, czyli przekrój ludzi jak wszędzie.

Wszystkie moje doświadczenia sprawiają jednak, że mogę uznać Boliwię za państwo bardzo ‘przyjazne’, na przekór wszystkim ‚badaniom’ i statystykom. Oczywiście zawsze trzeba zachować pewną ostrożność, by nie dać się oszukać, czy uniknąć rozczarowania, a nawet niebezpieczeństwa, ale jest to zasada uniwersalna!

W związku z tym, babcie z Taraty rzucające we mnie kamieniami, uznałam ostatecznie za wyjątek od reguły i wypadek przy pracy.

boliwia_oczami_danuty_stawarz_2

LENIWCE – ogólnie kocham wszystkie zwierzęta, ale te stworzenia zawsze jakby ‘na haju’ upodobałam sobie wyjątkowo. Największym plusem Santa Cruz i jej okolic jest to, że można leniwce spotkać w miejscach publicznych, jak parki czy nawet miejskie skwery! Trzeba oczywiście mieć szczęście, by je zobaczyć z bliska, ponieważ schodzą one z drzew dosyć rzadko, a my mieliśmy okazję je widzieć, a nawet głaskać (!) już trzy razy!

Za pierwszym razem leniwiec ‘uratował’ nasz dosyć nieudany wypad do Santa Cruz z Cochabamby; za drugim razem nieciekawą i nudną wizytę w Cotoce, a za trzecim – przeciętną wycieczkę do zoo. Coś jest w tych zwierzętach, że od razu poprawiają nam humor – czy to zawsze uśmiechnięty pyszczek, malutkie świdrujące oczka, czy nieporadne powolne ruchy – nie wiem. Na pewno nie są to ich kończyny zakończone długimi pazurami, bo te akurat mogą okazać się zabójcze.

Jedno spojrzenie na leniwca i uśmiech na twarzy gwarantowany! Teraz już wiecie co jest moim absolutnym boliwijskim No 1?

boliwia_oczami_danuty_stawarz_3

Jeżeli uznasz, że ten tekst zawiera wartościowe treści, prosimy, poleć znajomym na Facebooku lub przez Google+ Może komuś te przemyślenia w czymś pomogą. Będziemy wdzięczni za polecenie naszego magazynu. Z góry serdecznie DZIĘKUJEMY!

Related posts

Leave your comment

Your Name: (required)

E-Mail: (required)

Website: (not required)

Authorization code from image: (required)


Message: (required)

Send comment